Jak już wiecie z poprzedniej części opowieści, pełen nadziei Ryszard postanowił ruszyć do przodu. Marzenia o zakupie mieszkania, choć podkopywane początkowo przez jeden z banków który odwiedził podsycone zostały przecież przez doradcę, u którego Ryszard złożył wizytę. W przeważającej większości przypadków, by nie powiedzieć, że prawie w 100% złożenie wniosku do banku wiąże się z przedstawieniem dokumentów zarówno finansowych jak i związanych z nieruchomością. Wśród nich jest umowa przedwstępna kupna sprzedaży, której podpisanie wiąże się zazwyczaj z wpłaceniem zadatku bądź zaliczki. Tu zaczęły się u naszego Ryszarda pojawiać obawy. Co bowiem stanie się, gdy nie dostanie kredytu? No cóż, wtedy trzeba będzie pożegnać się z zaliczką. To była dla niego mało radosna perspektywa.

Także i w tym przypadku doradca miał dla niego miłą wiadomość i skuteczne rozwiązanie tej zawiłej sytuacji. Zaproponował mu złożenie do banku wniosku o promesę kredytową. Promesa? – a cóż to takiego zaciekawił się Ryszard. Promesa, to idealne rozwiązanie dla Pana Panie Ryszardzie – stwierdził doradca. Złożymy do banku wniosek przedstawiając Pana dokumenty finansowe, z wyznaczeniem konkretnej kwoty kredytu, ale bez przedstawienia konkretnej nieruchomości. Po wydaniu decyzji finansowej, będzie miał Pan czas na znalezienie nieruchomości do kupna i jeśli tylko cena jej zakupu jak i kwota kredytu będzie nie większa niż ta wyznaczona w promesie, to można powiedzieć, że ma Pan kredyt. Słowo się rzekło, dokumenty zebrane, wniosek wypełniony trafił do banku.

Po kilku dniach…niestety kubeł zimnej wody spadł na naszego Ryszarda. Decyzja była negatywna. Bank uznał, że o ile zdolność kredytową na wnioskowane 270 tys. zł potrzebne do zakupu mieszkania za 300 tys. jest, to z punktu widzenia banku ryzyko udzielenia takiego kredytu jest zbyt duże. Ważna rzecz w każdej walce, to nie poddawać się. Przegranie bitwy nie oznacza przegranie wojny. Ponieważ była taka możliwość Ryszard złożył w banku kolejny wniosek, tym razem na trochę niższą kwotę. Niestety i ta bitwa okazała się przegrana, decyzja była negatywna. Po burzy mózgów, doradca postanowił spróbować raz jeszcze.

Tym razem, dla uspokojenia analityków wydających decyzję we wniosku zaproponował, że wkład własny Ryszarda w kupowaną nieruchomość będzie to 20%. Potencjalną cenę zakupu ustalili na 270 tys. Po kilku dniach oczekiwania w napięciu…tym razem sukces. Bank wydał pozytywną decyzję, która mówiła o tym, że kwota kredytu nie może być wyższa niż 216 tys. a minimalny wkład własny Ryszarda to 20%. Ponieważ nic nie trwa wiecznie, także i w tym przypadku są ograniczenia. Na znalezienie nieruchomości o określonych parametrach nasz Ryszard ma 60 dni. W tym czasie bank gwarantuje mu niezmienność swojej decyzji.

Jak zatem widzicie, nie można się poddawać, trzeba walczyć do końca. Musimy jednak pamiętać o tym, że nie każda sprawa, tak jak Ryszarda, kończy się tak miło. I warto to brać pod uwagę, przy zaciąganiu zobowiązań a głownie przy ich spłacaniu.

Krzysztof Iwan
ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych

zobacz także pierwszą część tego artykułu: